Gorzka pigułka
Nikogo nie interesuje, skąd startujesz.
Smutna prawda, gorzka pigułka jest taka, że nikogo, ale to nikogo nie interesuje, z jakiego miejsca zaczynasz. Dopóki nie osiągniesz sukcesu, słuchać tego będą jedynie terapeuci.
I wiesz dlaczego?
Bo mają za to pieniądze. Płacisz im za to, żeby słuchali twoich — za przeproszeniem — lamentów. Czyli skarżenia się na rodziców, na świat, na kobiety. Na ojca za to, że nigdy go nie było, kiedy go potrzebowałeś. Albo że wracał pijany do domu i przynosił ci wstyd. Na matkę, która była nadopiekuńcza i nie czułeś w niej wsparcia emocjonalnego. Na kobiety — bo przecież to nie ciebie wybierają, a wszystkich tych dupków, pustaków.
A przecież to ty jesteś taki inteligentny, poukładany, grzeczny i ambitny. Prawda?
No więc dlaczego wybierają tych dupków?
I dalej. Partnerzy biznesowi, koledzy. Dlaczego wciąż trafiasz na osoby, z którymi współpraca kończy się albo bankructwem, albo kłótnią, albo odgrywaniem ofiary z którejś ze stron? Sytuacja powtarza się latami — i oczywiście ty jesteś w tym niewinny. To oni są źli.
Ale czy na pewno?
Tytułowa gorzka pigułka w tym przypadku oznacza, że to ty tworzysz tę sytuację. To ty wybierasz ludzi, z którymi tworzysz biznes, wybierasz swojego szefa, wybierasz swoją partnerkę. Jedynie rodziców sobie nie wybrałeś. No i wiadomo — rodziny w ogóle. Ale cała reszta, czyli wybór przyjaciół, środowiska, miejsca zamieszkania, partnerki, pracy i tak dalej — to wszystko jest już twoja odpowiedzialność.
I idąc dalej — choćbyś nie wiem jak spaprany start miał, choćbyś nie wiem jak ciężki bagaż emocjonalny wyniósł z dzieciństwa i ciągnął go ze sobą, to musisz — podkreślam, musisz — sobie z tym poradzić. Prawdopodobnie nie da się przeskoczyć z miejsca, w którym masz bałagan w głowie i niewspierające przekonania na temat siebie, świata i relacji, i jednym pstryknięciem palca wyleczyć się z tego oraz osiągnąć wielki sukces — zarówno w relacjach, jak i w biznesie.
Droga do spełnionego życia to przebijanie się przez te warstwy gówna. Gówno w tym przypadku to te niewspierające przekonania — czyli to, co myślisz na swój temat, to, co myślisz na temat świata, rzeczywistości i praw natury, to, co myślisz na temat Boga i jaki jest Bóg. Wszyscy jako dzieci wychodzimy z domów z wyobrażeniem Boga zbudowanym na podstawie obrazu naszych rodziców.
To jest fałsz!
Sami musimy odnaleźć Boga, a dopiero wtedy budować swój świat, budować siebie.
Mnie przełykanie gorzkiej pigułki zajęło kilka lat. Kilka lat odbijania się od jednej wtopy finansowej do drugiej, od jednej relacji biznesowej, w której mnie sponiewierało, do drugiej, a następnie do trzeciej — aż w końcu zrozumiałem lekcję. Lekcja polega na tym, że nikogo nie potrzebuję.
Szukanie partnera biznesowego w momencie, w którym samemu nie ma się doświadczenia w zbudowaniu dobrze prosperującego systemu, wynika z tego, że nie czujemy się pewni. W 90% przypadków jest to skazane na porażkę. I na kłótnie — bardzo często z przyjacielem, którego wybieramy na partnera biznesowego, bo nam się wydaje, że będzie dobrze. A prawdopodobnie nie będzie.
Zakończyłem w ten sposób kilka relacji przyjacielskich. Z niezłym potencjałem.
Przecież dlaczego?
Bo myślałem, że da się przeskoczyć ten etap zbudowania czegoś samemu — stania się mężczyzną, zdyscyplinowanym mężczyzną, który dostarcza światu wartość, wartościowe usługi i produkty, a świat odzwierciedla to — przede wszystkim — w postaci pieniędzy. Prawdopodobnie się nie da. Może i się da — ale to jest właśnie te 10 procent.
Mnie się nie udało.
Niewspierające przekonania to te, które sprawiają, że ogarnia cię paraliż.
Czyli przykładowo: wierzysz w to, że jesteś nieatrakcyjny dla kobiet, pomimo że kilka osób z twojego otoczenia mówi ci, że jakieś dziewczyny się tobą interesują. Twoje przekonania tego nie potwierdzają, więc będziesz to po prostu sabotował. Albo w to nie uwierzysz — nawet jeżeli ktoś się tobą realnie zainteresuje, to i tak zsabotujesz tę relację i ją zepsujesz.
Naprawa przekonań nie jest prosta. Prawdopodobnie część osób ma dużą łatwość zmiany przekonań, a inna część mniejszą. Nie wiem, od czego to zależy. Ale w moim przypadku jest tak, że im więcej robię, im więcej widzę i im bardziej sobie ufam, tym te przekonania się po prostu zmieniają.
Widzę, że od trzech miesięcy dowożę — niemal codziennie pracuję nad swoim ciałem, finansami i rozwojem osobistym. I buduję zaufanie do samego siebie. A to zaufanie? To pewność siebie. Życie bez pewności siebie jest straszne. Po prostu straszne.
Mówię to ja — 34-letni facet, który dopiero od dwóch lat realnie pracuje nad swoim poczuciem wartości i pewnością siebie. Wcześniej to było ego — sukces z boku, a w środku mały chłopiec: zraniony, zlękniony przed bliskością, z dziesięcioma warstwami na sobie, tak zwany nice guy. Rozpakowanie tych warstw to proces, który nie jest prosty, bo trzeba przyjąć prawdę o sobie.
O tym, że gra się ofiarę. O tym, że samemu jest się odpowiedzialnym za wszystko. Dosłownie wszystko, co się przydarzyło w twoim życiu.
I teraz tak — czy to prawda, że za wszystko jesteś odpowiedzialny? To zależy od perspektywy. Jeżeli chcesz naprawdę, ale to naprawdę, odkryć prawdę i zacząć się rozwijać jak najszybciej, to załóż, że tak: każda strata finansowa, każda zepsuta relacja, każda przykrość, każda przyjaźń. Wszystko, co cię bolało w życiu — ale też te pozytywne rzeczy — było twoją winą. To ty je spowodowałeś. Miałeś wpływ na to wszystko.
Zaakceptuj to. I będzie bolało. O, będzie! A ten ból nie będzie trwał tydzień, dwa, trzy czy pięć — w zależności od tego, jak bardzo nabroiłeś, jak bardzo zakłamanym człowiekiem byłeś wobec samego siebie.
Rozwarstwianie tego może zająć miesiące bądź lata. W moim przypadku to bardziej lata. Ale żeby nie było tak pesymistycznie — to bardzo przyjemny proces.
Im dalej w las, tym bardziej jarasz się tym, kim jesteś. Tym bardziej jarasz się tym, do czego jesteś zdolny.
Przykład? Byłem dzisiaj w restauracji w Zakopanem. Fajna francuska śniadaniownia. Pracowała tam w obsłudze piękna, młoda dziewczyna, na oko ze 12 lat młodsza ode mnie. Jakiś czas temu w ogóle bym się do niej nie odezwał.
Dzisiaj, wychodząc stamtąd, mijałem ją i powiedziałem, że jest bardzo ładna. Ucieszyła się, zapytałem o imię, życzyłem jej miłego dnia.
Zdaję sobie sprawę, że dla części z was może to być nic. Ale dla mnie — dla kogoś, kto identyfikował się bardzo nisko w hierarchii atrakcyjności jako mężczyzna — to wiele znaczy. I pokazuje, kim naprawdę jestem.
Czy byłbym zdolny powiedzieć to młodej, bardzo atrakcyjnej dziewczynie — skomplementować jej wygląd — gdybym nie zaczął, gdybym nie przełykał tej gorzkiej pigułki codziennie przez ostatnie dwa lata? Nie.
Na pocieszenie dodam, że ta gorzka pigułka jest coraz mniej gorzka. Każdego dnia. Coraz mniej i mniej. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie słodka. A może po prostu polubimy gorzki smak?
Mówię „my”, bo mam nadzieję, że cię tym wpisem zainspiruję do porzucenia wszelkich masek i dostrzeżenia, kim jesteś.
Kto nie marzy o pięknych samochodach? O wielu, atrakcyjnych kobietach? O wysportowanym ciele? O posiadaniu pieniędzy?
Myślę, że jest to marzenie większości młodych chłopaków. I teraz odwołam się do pytania: jaka droga prowadzi do tego miejsca?
Mam na myśli miejsce, w którym możesz kupić samochód, jaki tylko pragniesz. Możesz mieszkać, gdzie chcesz. Wyglądasz — masz fajną, plażową sylwetkę. Kobiety same cię zaczepiają.
Co się musi wydarzyć? Odpowiedz sobie na to pytanie.
Zobacz, gdzie jesteś dzisiaj. Napisz sobie na kartce, gdzie chcesz być za pięć lat.
I te pięć lat to jest właśnie ten czas na pracę. Wypisz sobie krok po kroku, co musisz zrobić, żeby stać się tym chłopem, tym mężczyzną.
W pięć lat jesteś w stanie to zrobić bez najmniejszego problemu. Niezależnie — podkreślam, niezależnie — od miejsca startowego.
Wiem. Wiem o tym.
Szymon6 sierpnia 2026
← Wszystkie wpisy